Kontrowersje wokół Harry Potter’a wróciły do mnie zupełnie niespodziewanie kiedy znalazłem stronę Kościół.pl. W gorących tematach Harry znajduje się pomiędzy “Kreacjonizm i ewolucjonizm” a “Pedofilia i molestowanie” co już samo w sobie jest dosyć ironiczne. Ale pomijając to, przypomniała mi się gorąca dyskusja z pewną katoliczką na temat bibli dla dzieci jako doskonałej lektury do poduszki (dla dzieci oczywiście).
Na poparcie mojej tezy o szkodliwości bibli znalazłem wtedy w internecie wzmiankę o ciekawym eksperymencie przeprowadzonym przez psychologa George’a Tamarin. Zbadał on wpływ biblijnej histori o zniszczeniu Jerycho (Ks. Jozuego 6:1-27) na postrzeganie norm moralnych przez dzieci. Ponad tysiącu dzieci w wieku od 8 do 14 lat, zadano snastępujące pytanie: Czy uważasz, że Joshua i Izraelici postąpili słusznie? Odpowiedzi były następujące:
Dla 168 dzieci z grupy kontrolnej przerobiono oryginalny tekst umiejscowiając go w starożytnych Chinach bez odnośnika do boga i biblii. Wyniki dla tej grupy były takie:
Moim zdaniem Jozue nie postąpił dobrze ponieważ mogł zachować zwierzęta dla siebie.
Moim zdaniem Jozue nie postąpił dobrze ponieważ mógł nie niszczyć budynków w Jerycho. Gdyby tego nie zrobił zastały by one dla Izraelitów
Jaki z tego wniosek? To już zostawiam Wam jako, że Boże Narodzenie jest dobrym czasem na przemyślenia. Jest to poniekąd wyjaśnienie dlaczego chrześcijanie mogą doszukiwać się wpływu lektur na świadomość. Należy jednak pamiętać, że to nie sama lektura kształtuje świadomośc dziecka – to wpływ środowiska, tego najbliższego w postaci rodziców ma największy wpływ.
Inna sprawa to fakt, że podejrzewam, że książki o Harry’m są dalece bardzie popularne niż biblia. Znam wielu dorosłych katolików którzy nigdy nie przeczytali biblii a potrafią opowiedzieć historie Potter’a. Ale, żeby doszukawiać się ideologicznego wpływu? No cóż, jest to kwestia wiary!
Dlatego nie kupujcie biblii pod choinkę – kupcie raczej Harry’ego Potter’a, albo jeszcze lepiej (jak słusznie zauważył Renek) kupcie książkę POLSKIEGO pisarza.
Mój ateizm wyrósł na katolickich podstawach. Pochodzę z rodziny gdzie wiara i kościół oprócz ich religijnej wartości traktowane były częściowo jako tradycja i w pewnym sensie jako opozycja do władzy (to były jeszcze “tamte czasy”). Nie pamiętam chrztu, pamiętam natomiast lekcje religii, pierwszą komunię i bierzmowanie. Bywałem w kościele, modliłem się – prowadziłem normalne życie polskiego katolika. Niestety z upływem czasu lista pytań i problemów związanych z wiarą rosła a brakowało dających się zaakceptować odpowiedzi. Jednym z pierwszych poważniejszych pytań jakie sobie postawiłem był właśnie problem nadziei. Teraz mogę chyba nawet powiedzieć, że to pytanie stało się podstawą mojego odejścia od wiary i kościoła na rzecz ateizmu i chociaż w moim wypadku pytanie to ukształtował katolicyzm jest ono raczej wspólne dla wszystkich religii.
Czy wiara jest czymś więcej niż nadzieją?
Zgadzam się z panem Ratzinger’em, że wiara jest tożsama z nadzieją. Tutaj się jednak zgoda kończy, bo już z wnioskami jakie formułuje zgodzić się nie mogę.
Po piewsze dlatego, że religia nie tyle jest nadzieją, co wiarą w nadzieję. Nadzieja nie może być rozpatrywana w oderwaniu od tego czego dotyczy. Wiara jest nadzieją, że Bóg istnieje i, że jest właśnie taki jak to kościół opisuje. Nadzieją pozbawioną podstaw, opartą na próbie wyjaśnienia faktów których nie możemy jeszcze zrozumieć i chęci aby człowiek był czymś więcej niż jest.
Po drugie, nawet po przeczytaniu całości tekstu nie widzę skąd “staje się jasne, że może zaspokoić go (człowieka) jedynie coś nieskończonego, co zawsze będzie czymś więcej niż to, co kiedykolwiek może osiągnąć”, i dlaczego właśnie właśnie katolicki Bóg miałby być być odpowiedzią na to oczekiwanie. Skąd aż taki brak wiary w człowieka? Człowiek ma wewnętrzną motywację do poznawania i rozwoju, do stawiania sobie i realizowania celów. W połaczeniu z konkurencyjnością popycha to nas do przodu. Nie tylko w sprawach nauki i techniki ale też życia społecznego. Wiemy więcej, żyjemy lepiej i dłużej, jesteśmy lepsi. A, że mamy ograniczony czas? Tacy już jesteśmy i nadzieją tego nie zmienimy.
Po trzecie, nazywanie modlitwy nauką wiary i nadziei jest prawdziwe. Dokładnie ta sama zasada jest wykorzystywana kiedy się uczymy, w całym szkolnictwie i na przykład w marketingu. Po odpowiednio dużej ilości powtórzeń zapamiętujemy dany fakt. Jeśli to powtarzanie trwa całe życie i na dodatek poparte jest codziennymi czy co-niedzielnymi rytuałami, przestajemy zauważać różnicę pomiędzy tym czego się uczyliśmy a rzeczywistością. Szczególnie jeżeli ta indoktrynacja zaczyna się w kołysce wykorzystując autorytet rodziców.
Tak więc najnowsza encyklika, jak tego można było się spodziewać nie wnosi nic nowego do dyskusji. Pokazuje jeszcze jedną drogę do udowodnienia, że Bóg istnieje która jednak nie różni się od poprzednich.
Jak ktoś ma ochotę, to całą encyklikę można przeczytać tutaj.
Chyba przez pomyłkę w dzisiejszym Naszym Dzienniku pojawił się artykuł Stanisława Michalkiewicza pod tytułem “Komu władzę nad pieniędzmi?” popierający mechanizmy rynkowe i niskie podatki. Cieszy mnie to bardzo. Cieszy mnie również to, że w końcu środowisko Radia Maryja zauważyło, że powodzenie znienawidzonych przez nich mediów takich jak Gazeta Wyborcza, TVN, i na przykład Fakty i Mity to nie wynik działalności szatana i popierającego go obcego kapitału, a rezultat prostych mechanizmów rynkowych i preferencji społeczeństwa wyrażonego przez “strumienie pieniędzy”. Społeczeństwa które ponoć w 95% jest głęboko katolickie.
Czyżby to był koniec patriotycznych, ziejących nienawiścią ataków – niestety nie sądzę.
Jeśli zatem ludzie przeznaczają swoje pieniądze na konsumpcję, to tym samym umożliwiają producentom cieszących się zainteresowaniem towarów konsumpcyjnych inwestowanie w zwiększenie ich produkcji. Strumienie pieniędzy trafiają nieomylnie tam, gdzie powinny trafić - podczas gdy inwestycje preferowane przez urzędników skarbowych lub polityków mogą być trafione albo nie. (…) Czy w takim razie nie byłoby rozsądniej pozostawić władzę nad pieniędzmi tym, którzy to bogactwo wytworzyli, niż tym, którzy mogą je tylko roztrwonić? Rynek jest znacznie sprawniejszym i rozsądniejszym dystrybutorem środków niż urzędnicy. (Nasz Dziennik, 30 listopada 2007, Nr 280 (2993), Ścieżka obok drogi – Komu władzę nad pieniędzmi?)
Ciekawa myśl Pat’a na temat bluźnierstwa i religii:
Sama koncepcja bluźnierstwa, myśl, że bluźnierstwo może w ogóle istnieć jako pojęcie mówi wszystko o religii, ponieważ w rzeczywistości oznacza, że jakieś ludzkie istoty roszczą sobie prawo do obrażania się w imieniu Boga. Nie wierzą, że Bóg może decydować sam czy i kiedy poczuć się obrażony, i zająć się tą sprawą w odpowiedni sposób w dniu sądu ostatecznego. Nie, oni chcą widzieć karę wymierzoną właśnie tu, na Ziemi dla ich własnej satysfakcji. Ponieważ to nie chodzi o Boga. (moje tłumaczenie)
Ciekawa szczególnie wobec skazania angielskiej nauczycielki na 15 dni więzienia (lepsze to niż chłosta) w sprawie miś “puchatek” kontra Sudański wymiar sprawiedliwości. Słuchałem dzisiaj wywiadu z przedstawicielem angielskiej społeczności muzułmańskiej który był wyraźnie zakłopotany sytuacją ale jako działanie wspomniał tylko o pisemnych protestach i odwołaniu się do najwyższych autorytetów w Sudanie. Niestety fakty są faktami i to, że ktoś pozwoli (albo i nie) pani Gibbons wyjechać bez odsiadywania wyroku nie zmieni tego.
Czy ktoś kto deklaruje, że nie zgadza się z katolickim wyznaniem wiary, czy z dziesięcioma przykazaniami powinien być uznawany za członka kościoła katolickiego? Prosta deklaracja “bóg istnieje” napewno wystarcza na uznanie człowieka za “wierzącego” ale czy nie trzeba czegoś zdecydowanie więcej, żeby być katolikiem? W Polsce, jeśli ktoś jest ochrzczony i wierzy w Boga, to niezależnie od tego w co jeszcze wierzy lub nie wierzy jest z definicji katolikiem. To i tylko to daje KK nieuzasadnione prawo reprezentowania zdecydowanej większości społeczeństwa i dyktowania standardów moralnych. Standardów z którymi – jak się po raz kolejny okazuje – nie identyfikują się sami katolicy.
Dalej z niecierpliwością czekam na wyniki tegorocznego spisu wiernych ale w międzyczasie pojawił się artykuł rzucający nieco światła na KK w Warszawie:
Wiarę w Boga zadeklarowało 91,2%, w zmartwychwstanie – 85,8%, w Trójcę Świętą – 79,5% a w piekło – 64,5% badanych. (jak to się ma do katolickiego wyznania wiary?)
Akceptacja dla przykazań dekalogu wynosi od 61% do 95% (średnio akceptuje je 80% badanych) (nie rozumiem dlaczego w jednej próbce wyniki mogą być pomiędzy 61% i 95% ale nawet jeśli przyjmiemy tą średnią to 20% nie akceptuje dekalogu)
Zakazu seksu bez ograniczeń akceptuje 43%, zycia w wolnym związku nie akceptuje 27%, 21% uważa za niedopuszczalne współżycie płciowe przed ślubem
Zdradę małżeńską potępia 80%, aborcję – 56%, eutanazję – 54%, rozwód – 53%.
17% nie akceptuje stosowania środków antykoncepcyjnych.
„Apostatą w sensie ścisłym jest chrzczony w imię Trójcy Świętej, który formalnie deklaruje w jakikolwiek sposób (słowem, pismem, zachowaniem się), że przestaje uważać siebie za chrześcijanina” – wyjaśnia wydany przez KUL komentarz do kodeksu prawa kanonicznego.
Czy takie badania nie są wystarczająco formalną deklaracją?
Tyle krzyku, że katolicy są przeciwko hmoseksualizmowi. A ja wam mówię – są łagodni jak baranki. W końcu nie ganiają za gejami z kamieniami i siekierami, nie proszą o karę śmierci za sam fakt bycia gejem- a powinni. Jeśli biblia jest natchnionym słowem bożym, to powinno się ją traktować poważnie.
Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli. (Ks. Kapłańska 20:13, Biblia Tysiąclecia)
Jak ktoś nie wierzy to niech sięgnie do wspomnianej świętej księgi albo z duchem czasu sprawdzi tutaj. Ciekawe jakie zasady kierują ludźmi odpowiedzialnymi za interpretację biblii i ustanawianie zasad KK. Nie zabijaj, ale czasem wolno. Zabijaj, ale może jednak nie… A mówimy, że islam jest agresywny bo mają świętą wojnę w koranie. Śmiechu warte!
Cóż dodać? Chyba tylko to, że bóg nas wszystkich kocha.
Miłego oglądania nowego Pat’a Condella
Dopisane 12-11-2007
Za Dziennikiem – według kardynała Eugenio de Araujo Sales, homoseksualista musi żyć w czystości, jeśli chce być chrześcijaninem. Katolik nie może chodzić na homoseksualne parady. I ponoć znalazł to w biblii. I oczywiście nie ma co do tego wątpliwości. Jak ktoś jednak miałby wątpliwości – to patrz punkt 1: kościół katolicki ma zawsze racje.
W zasadzie to trudno się z Sales’em nie zgodzić że homoseksualista nie może być katolikiem. Pytanie tylko dlaczego tak łągodnie się odnosi do tego problemu. Czyżby czytając biblie nie natknął się na powyższy fragment? A może słowo boże jakim jest biblia jest jednak tak pełne sprzeczności i prze-interpretowane przez KK, że już nikt się w tym nie może połapać?
Co mają wspólnego Horus, Attis, Mithra, Krishna, Dionizos i Jezus? Otóż według autorów filmu Zeitgeist (duch czasu) wszyscy oni i wielu innych bogów ma zadziwiająco podobne życiorysy w których aż natarczywie powtarzają się:
Urodziny 25-tego grudnia z matki dziewicy
Gwiazda wskazująca miejsce urodzenia i trzech królów podążających żeby oddać chołd
12 apostołów
Cuda
Ukrzyżowanie i zmartwychwstanie po trzech dniach
Wszystko okazuje się można wytłumaczyć astrologią i pradawnym kultem słońca. Bóg – słońce, przesilenie zimowe – śmierć i zmartwychwstanie, Syriusz – gwiazda, pas Oriona – trzej królowie, 12 apostołów – znaki zodiaku i konstelacje, dziewica – Panna, nawet krzyż jest krzyżem południa. Nawet owe 3 dni dobrze wpisują sie w astrologię. Szczegóły w filmie.
Pierwszy raz spotkałem sie z tak porządnym wytłumaczeniem historii religi a nie tylko z jej krytyką. Oczywiście krytyki też nie brakuje, ale akurat w tym wypadku może lepiej by było bez niej. Problem polega na tym, że żaden “głęboko wierzący” nie wytrzyma krytyki i przestanie oglądać – a szkoda bo wiekszość pierwszej części filmy jest wyjątkowo merytoryczna.
Film składa się z trzech części: The Greatest Story Ever Told, All The World’s A Stage i Don’t Mind The Man Behind The Curtain. Mnie szczególnie zainteresowała pierwsza – o religi oraz trzecia o systemie bankowym. Warto oglądnąć wszystkie choć film trwa prawie dwie godziny. Ma za to ma polskie napisy!!
Gorąco polecam – można go oglądnąć albo ściągnąć tutaj albo tutaj.
Nie zrażajcie się przydługim początkiem – warto to przetrzymać.
Opublikował/a snakedragon w dniu 29 październik 2007
Ot taka mała ciekawostka która dopadła mnie przez zaskoczenie.
Okazuje się, że KK uważa taniec za niemoralny i zakazany.
W XIX wieku, kiedy popularne stały się takie tańce jak: walc, kankan, galopada, polka, prawowite władze kościelne wydały szereg formalnych rozporządzeń, w których stanowczo zakazywano katolikom brania udziału w takowych tańcach. Walc zostały potępiony nawet przez samego Leona XIII. W pierwszej połowie XX stulecia, gdy na parkietach zaczęły królować tańce latynoamerykańskie, etc. szereg krajowych episkopatów, np. biskupi Francji, Polski, Austrii potępili takie tańce jak: tango, shimmy, foxtrot, onestep.
I w tym wypadku warto dodać, iż pierwszy z tych tańców – tango został zabroniony katolikom przez św. Piusa X. W odniesieniu do tańców, które weszły w modę na przełomie XIX i XX wieku, papież Benedykt XV pisał, iż są one:”jedne gorsze od drugich i stanowią najskuteczniejszy środek do pozbycia się wszelkiej wstydliwości” (“Sacra Propediem”), zaś Pius XI nazywał je “bezwstydnymi” (“Ubi Arcano”).
Według autorów artykułu który w całości można przeczytać tutaj, ten stosunek KK do tańca wcale się nie zmienił. Wcale mnie to nie dziwi. Może i ziemia nie jest już płaska ale tańczyć nie wolno.
Polecam to jako dobry temat na pytania w czasie lekcje religii czy na wywiadówkach. Sam zadam to pytanie jak tylko znajdę sie w odpowiednim towarzystwie.